Agnieszka Pomaska

„Katastrofa” w PiS-ie. Radni muszą wybrać: pensje albo kandydowanie
10 lipca 2018 r., napisany przez

Decyzja władz PiS spowoduje, że większość radnych tej partii w Trójmieście najprawdopodobniej nie będzie kandydowała w najbliższych wyborach samorządowych.

W piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński wystąpił publicznie po raz pierwszy od miesiąca. Ogłosił decyzję Komitetu Politycznego PiS, że osoby mające „wysokie pensje w spółkach skarbu państwa” nie znajdą się na listach PiS w wyborach. Przekonywał, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”.

Następnie rzeczniczka PiS Beata Mazurek napisała na Twitterze: „Osoby pracujące w SSP (spółkach skarbu państwa-red.) nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu. Do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Decyzje w sprawie list będą ogłoszone w nieodległym czasie”.

Oznacza to, że startować z list PiS nie będzie mogła większość obecnych radnych tej partii w Trójmieście, chyba że znajdą się chętni do rezygnacji z lukratywnych posad. Rachunek jest jednak prosty – mandat radnego to 2-2,5 tys. zł miesięcznie, a posady w spółkach dają pięć, dziesięć, a czasem dwadzieścia razy więcej. (…)

W Gdańsku z 10-osobowego klubu PiS tylko dwoje radnych nie pobiera wynagrodzeń z spółek i urzędów publicznych. Kolejnych dwoje zakaz kandydowania raczej nie obejmie. Anna Kołakowska swoje dochody czerpała z Urzędu Wojewódzkiego i IPN, projekt jej fundacji jest finansowany przez Energę. Na liście ponownie będzie mógł znaleźć się radny Jacek Teodorczyk, który kieruje Wojewódzką Inspekcją Handlową, ale nie jest to spółka. Natomiast sześciu radnych będzie musiało wybrać: dobrze płatna praca albo możliwość kandydowania w wyborach.

Najlepiej zarabiający radny klubu Grzegorz Strzelczyk otrzymał w 2017 roku 730 tys. zł wynagrodzenia, w tym ok. 680 tys. zł pochodziło z Grupy Lotos. Jaromir Falandysz zasiada w zarządzie Energa Oświetlenie i w radzie nadzorczej spółki córki PZU, co rocznie daje mu 280 tys. zł.

Czytaj więcej

źródło: trojmiasto.wyborcza.pl