Agnieszka Pomaska

Bez przywilejów. Rozmowa dla Dziennika Bałtyckiego.
16 marca 2010 r., napisany przez

Z Agnieszką Pomaską, nową przewodniczącą Platformy Oby­watelskiej w Gdańsku, rozmawia Ryszarda Wojciechowska.

Wzięła Pani na swoje barki jeszcze więcej obowiązków. Ale też znalazła się Pani wyżej w partyjnej hierarchii. Coś za coś?

Staram się nie wskakiwać od razu na naj­wyższe stopnie w Platformie. Chcę jedynie krok po kroku, konsekwentnie, pracować dla partii, i ten dzisiejszy wybór jest tylko takim kolejnym etapem mojego funkcjono­wania w strukturach PO. Zresztą do tej pory też poświęcałam wiele czasu i serca partii. Więc nic się nie zmieniło.

Jarosław Wałęsa w swoim przemówieniu mówił, że on nie ma żony, dzieci. I partia jest jego rodzina. Pani ma męża…

Mam nadzieje i mówię to z całą sympatią, że Jarek Wałęsa się ustatkuje. I że jego również ta przyjemność dotknie. Można łączyć życie rodzinne i życie polityczne. To naprawdę w niczym nie przeszkadza.

Zwycięstwo smakuje?

Zwłaszcza wtedy, kiedy się ma rywala tak kulturalnego jak Jarek Wałęsa. Tymi wybo­rami nie rządziły negatywne emocje. Mam nadzieję, że przetarliśmy z Jarkiem szlak, który wskaże innym, że można się spierać i konkurować ładnie.

W kuluarach zjazdu głównie mówiono o tym, że teraz do gdańskiej PO weszło sporo młodej krwi.

Tej młodej krwi było już sporo wtedy, kiedy Platforma Obywatelska powstawała. Ja zostawałam przewodniczącą koła, mając 22 lata. Więc wydaje mi się, że tutaj nic nadzwyczajnego się nie dzieje.

Ale młodzi nie mają teraz więcej do powiedzenia w PO niż kiedyś?

Myślę, że będą mieli tyle do powiedzenia, na ile sobie zapracują. Niezależnie od wieku, każdy członek PO pracuje na siebie i na swoją pozycję w partii. I naprawdę nie ma znaczenia, ile ma lat.

Jest Pani związana z Młodymi Demokra­tami. Nic dziwnego, że się spekuluje, iż to że im będzie łatwiej wedrzeć się na listy wyborcze, używając brutalnego, politycz­nego sformułowania.

W tym względzie naprawdę nic się nie zmie­ni. Nie jestem zwolenniczką specjalnych przywilejów ani dla Młodych Demokratów, ani dla kobiet. Jeśli sobie zapracują, to co innego.

Nie popiera Pani parytetu?

Nie. Uważam, że kobiety mogą sobie świet­nie radzić bez parytetu. Jestem za tym, żeby kobiety zachęcać do udziału w polityce. I będę się starała pokazywać, że taka aktywność jest możliwa bez parytetów i specjalnych przywilejów.

Nie boi się Pani buntu „starszych”? Jed­nak 66 delegatów chciało innego przewodniczącego.

Wie pani, wystarczy popatrzeć na salę, żeby zobaczyć, że wśród tych stu, którzy na mnie głosowali, nie byli sami młodzi. Tak dobrze to nie jest, mówiąc żartobliwie. A poważnie -będę starała się przekonać do siebie tych, którzy na mnie nie głosowali. Być może obawiali się, że będę próbowała wprowadzić jakąś rewolucję. Ale powtarzam, jedynym rewolucyjnym pociągnięciem z mojej strony będzie to, że od członków partii zamierzam wymagać pracy.

Co jest najważniejsze dla Pani, jeśli cho­dzi o gdańską Platformę?

Przed nami ważny rok. Wybory samorządo­we. Musimy tak skonstruować listy w tych wyborach, żeby potem mieć dobrą i godną reprezentacje w Radzie Miasta.

Co dla Pani znaczy dobra reprezentacja?

Obecnie mamy dwudziestu radnych na trzydziestu czterech. Więc wypadałoby ten wynik co najmniej powtórzyć.

W Radzie Powiatu jest około 80 procent mężczyzn. Kobiet razem z Panią naliczy­łam bodaj trzy, w 20-osobowym skła­dzie.

Współpraca z kobietami wcale nie jest łatwiejsza niż z mężczyznami. Zawsze liczy się to samo. To cechy charakteru człowieka decydują o tym, czy praca z kimś jest przy­jemna, czy nie.

Źródło: Polska Dziennik Bałtycki