Agnieszka Pomaska

Aktywne rodzicielstwo
25 maja 2011 r., napisany przez

Nieprzespane noce, koniec z podróżami, kilkumiesięczna przerwa w pracy, skazanie na siedzenie w domu – to chyba główne lęki jakie towarzyszą aktywnym młodym mamom. Także mnie te obawy nie były obce.

Na szczęście rzeczywistość okazała się o wiele łaskawsza. Do częściowej pracy w Sejmie wróciłam po 2 tygodniach, nie rezygnując przy tym z karmienia. Zosia ma już pół roku, a my do tej pory nie wiemy, co to znaczy nieprzespana noc. Poza regularnymi podróżami do Warszawy, także wyprawa w góry nie sprawiła jej problemu. Z pewnością nie byłoby tak łatwo, gdyby nie mój mąż, dla którego przewijanie czy kąpiel to większa radość niż pójście do kina.

Niestety te pozytywne prywatne doświadczenia zaraz po wyjściu z domu spotykają się z trudną rzeczywistością. I wcale nie chodzi o zimową aurę, którą zastaliśmy na pierwszym grudniowym spacerze. Przedzieranie się z wózkiem przez nieodśnieżone chodniki okazało się tylko początkiem zbierania doświadczeń z bycia aktywnym rodzicem. Brak przewijaków w miejscach publicznych – jest do przeskoczenia. Po kilku nieudanych podejściach zmiana pieluchy wydaje się możliwa w każdym miejscu. Z karmieniem też nie ma problemu – wystarczy duży szal i można w miarę dyskretnie zaspokoić głód dziecka niemal wszędzie.

Czego więc brakuje? Mam wrażenie, że przede wszystkim akceptacji społecznej dla obecności dzieci w naszym codziennym życiu. Wychodzenia poza schemat, że dziecko musi przebywać w domu z mamą, ewentualnie na placu zabaw z innymi maluchami. A dziecko to normalna istota ludzka, która jest gotowa poznawać prawdziwy świat od pierwszych chwil swojego życia. W krajach na południu Europy wieczorne wyjście z dzieckiem do restauracji jest czymś normalnym. W Polsce naraża to nas na krytyczne spojrzenia i komentarze. Niestety to samo dotyczy szybkiego powrotu mamy do pracy zawodowej. Niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że dziecko musi być z mamą, że mam siedzieć w domu, zmieniać pieluchy i dać sobie spokój z polityką. Po tych sześciu miesiącach szczerze muszę przyznać, że nie żałuję tego okresu. Nie mam poczucia, że którakolwiek z nas coś straciła. Z powodu karmienia zabierałam Zosię niemal wszędzie. Byłyśmy razem w Sejmie, na roboczych spotkaniach, oficjalnych kolacjach czy meczach siatkówki. Mimo tego wszystkiego Zosia do tej pory nie miała nawet kataru, lubi jeździć samochodem, nie ma problemów z zasypianiem. Okazało się, że taki aktywny tryb życia rodziców odpowiada również jej. Chociaż ta nasza aktywność nie byłaby możliwa bez naszych rodziców. I to nie tylko, jak się w Polsce przyzwyczailiśmy, pomocy babci, ale w równym stopniu dziadka! Sposób, w jaki mój tata potrafi zająć się Zosią niech będzie dowodem na to, że mężczyźni są genetycznie równie zdolni do wychowywania dzieci jak kobiety. Warto podkreślać to na każdym kroku, by nie ulegać męskiemu wygodnictwu. Stereotypowe myślenie, że większa odpowiedzialność za to, co dzieje się z naszym dzieckiem spoczywa na kobiecie, uznaję za jedną z podstawowych barier w rozwoju zawodowym kobiet. Muszę przyznać, że mam ogromne szczęście, bo mnie to stereotypowe myślenie ominęło. Bez wsparcia męża łączenie macierzyństwa z pracą byłoby chyba niemożliwe.

Rodzina w Polsce to jedna z najbardziej cenionych wartości. Paradoksalnie nasze społeczeństwo jest jednak mało prorodzinne. Rodzina kojarzy nam się z domowym ogniskiem, ale już nie z aktywnym trybem życia. Czy to się zmieni? Wierzę, że tak. Pod warunkiem, że my, młodzi rodzice (nie tylko mamy!) na każdym kroku będziemy się tego domagać.

Tekst ukazał się na stronie Instytutu Obywatelskiego w ramach projektu „Matki, Żony, Gopodynie”

http://www.instytutobywatelski.pl/wydarzenia/352/pomaska_aktywne_rodzicielstwo