Agnieszka Pomaska

Agnieszka Pomaska – posłanka w partnerskiej rodzinie
8 marca 2011 r., napisany przez

Nigdy nie zakładam z góry, że to ja mam rację. Szanuję kobiety, które wykorzystują cały urlop wychowawczy, to jest ich wybór, są przekonane, że jest to dla ich dziecka najlepsze. Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Ja bacznie obserwuję Zosię. Gdybym zauważyła, że męczy ją towarzyszenie mi podczas pracy w Sejmie, czy podróży, że czuje się tu niekomfortowo, na pewno bardzo bym ograniczyła swoją pracę.

Rozmawiamy w Sejmie, między nami stoi fotelik, a w nim uśmiecha się Pani córeczka, niespełna 3-miesięczna Zosia. Zawsze się tak dobrze czuje w gmachu parlamentu?
Agnieszka Pomaska: Nie spodziewałam się, że będzie tu aż tak spokojna. Uśmiecha się do wszystkich, nie grymasi.

Czyta Pani posty w Internecie na swój temat?
Oj, czytam, czytam…

Są skrajne. Jedni piszą: „Dzielna dziewczyna, pokazuje, że można łączyć pracę z macierzyństwem”, a inni: „Jak jej nie wstyd poświęcać dziecko dla kariery, wyrodna matka, powinna iść na macierzyński”. Boli?
Nie. Te nieprzychylne komentarze czytam nie po to, by się załamywać, ale by przeanalizować czy rzeczywiście robię wszystko jak należy. Nigdy nie zakładam z góry, że to ja mam rację. Szanuję kobiety, które wykorzystują cały urlop wychowawczy, to jest ich wybór, są przekonane, że jest to dla ich dziecka najlepsze. Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Ja bacznie obserwuję Zosię. Gdybym zauważyła, że męczy ją towarzyszenie mi podczas pracy w Sejmie, czy podróży, że czuje się tu niekomfortowo, na pewno bardzo bym ograniczyła swoją pracę. Ale ona jest taka wesoła, pogodna, ciekawska tego, co się wokół dzieje, że myślę, że póki co, to ciągłe przebywanie z mamą, nawet w Sejmie, bardzo jej odpowiada.

Pamiętam, że kiedy była Pani w ciąży nawet premier Donald Tusk zwątpił w Pani aktywność zawodową po urodzeniu dziecka. A potem publicznie ogłosił, że „dostał ochrzan od Pomaskiej”. Jak Pani ochrzaniała premiera?
To była bardzo konkretna damsko-męska rozmowa, w której wyjaśniliśmy sobie wszystkie wątpliwości związane z możliwością łączenia przeze mnie macierzyństwa z pracą w Platformie. Miałam już zresztą okazję przedstawić Zosię panu premierowi. Myślę, że pan premier przekonał się już, że daję sobie radę.

Nie unikniemy tego tematu – karmi Pani?
Karmię, karmię i dlatego chcę mieć Zosię – jeśli to możliwe – cały czas przy sobie. Kiedy jesteśmy
w Warszawie, Zosia zostaje w czasie obrad z moją ciocią lub siostrą. Ale w czasie wielu spotkań, kiedy tylko jest to możliwe, towarzyszy mi tak jak teraz. Zakładam, że dopóki będę ją karmić piersią, to często będę ją zabierać do Warszawy. Ona jest dla mnie teraz najważniejsza, ale mam też przecież zobowiązania wobec wyborców. Mało osób zresztą wie, że my, posłanki, nie mamy urlopów macierzyńskich. Jesteśmy wybierani na 4 letnią kadencję, więc byłoby nie fair wobec moich wyborców, gdybym na dłużej porzuciła pracę. Chociaż przyznam, że nie sądziłam, że tak szybko, już dwa tygodnie po narodzinach Zosi, będę musiała przyjechać do Sejmu. Ale tak się stało, że akurat rozpoczęły się prace nad ustawą o fundacjach politycznych, którą prowadzę. To jeden ze sztandarowych projektów Platformy
– od dawna chcieliśmy, żeby większa część pieniędzy, jakie otrzymują partie z budżetu, była przekazywana nie na spoty reklamowe, tylko na prace eksperckie. Dlatego już w połowie grudnia, trochę z obawami, ale z zapasem mleka w lodówce, zostawiłam Zosię w Gdańsku z moim mężem. Okazało się, że świetnie sobie we dwójkę poradzili, a mąż nawet namówił mnie, by zostać do końca obrad na głosowaniach budżetowych. Nadal dzielimy się obowiązkami związanymi z Zosią w zasadzie po równo. No, może poza karmieniem.

Nie ma oporów?
Nie ma żadnych. Ja zresztą obserwuję, że bardzo rozpowszechnia się model rodziny partnerskiej. Kiedyś opiekę nad dzieckiem uważano za zajęcie niemęskie. Teraz jest już zupełnie inaczej. Moi koledzy posłowie, na przykład Artur Gierada czy Krzysztof Brejza, są świeżo upieczonymi tatusiami, opowiadają na prywatnych spotkaniach o swoich dzieciach, śpieszą się po obradach Sejmu do domu, żeby jak najszybciej mogli zająć się swoim dzieckiem.

Wiele młodych, aktywnych zawodowo Polek zwleka z urodzeniem dziecka. Boją się, że zostaną zepchnięte z rynku pracy, że nie uda im się pogodzić macierzyństwa z ambicjami zawodowymi. Co może im Pani powiedzieć?
Przede wszystkim, że jeśli kobieta tego rzeczywiście chce, to może być jednocześnie i czułą mamą, i spełniać się zawodowo. Czasem może wymagać to trochę elastyczności od pracodawcy, ale i pracodawców chciałabym przekonać, że może być to także z korzyścią dla nich. Po drugie, jako posłanka zamierzam bardzo starannie monitorować, jak przygotowane przez Platformę Obywatelską rozwiązania prawne są realizowane, by ułatwić rodzinom życie. Duża odpowiedzialność będzie leżała po stronie samorządów. Przypomnę, że pieniądze, które zaoszczędzono w budżecie dzięki przeprowadzonej przez PO ustawie ograniczającej subwencje dla partii politycznych zostaną przeznaczone na pomoc rodzinom i tworzenie nowych miejsc opieki nad najmłodszym dzieckiem. Wiem, że trzeba tworzyć takie rozwiązania ustawowe, żeby ułatwić młodym ludziom podjęcie decyzji o posiadaniu dzieci. Będę tego pilnować.

Źródło: www.platforma.org