Agnieszka Pomaska

Agnieszka Pomaska: Premier lubi, jak się ma odrębne zdanie od jego zdania, jeśli się umie je uzasadnić
3 stycznia 2011 r., napisany przez

Mam liberalne poglądy i odważnie działam. Ważniejsze są w Sejmie przewijaki dla dzieci niż parytety na listach wyborczych – mówi Agnieszka Pomaska, wicesekretarz generalny PO w rozmowie z Anitą Czupryn.

Przyjedzie Pani, jak zapowiadała, 4 stycznia do Sejmu z miesięczną córeczką?
Mówiłam, że pojawię się z nią na pierwszym posiedzeniu Sejmu w 2011 r., ale miało ono być w połowie stycznia. Więc na początku stycznia jeszcze nie, ale jak tylko Zosia będzie się czuła na siłach, to będę ją do Sejmu zabierała. Z jednej strony, chcę możliwie szybko wrócić do aktywności zawodowej, z drugiej – nie chcę, aby się to odbiło na zdrowiu mojej córeczki. Zabierając ją ze sobą, aby karmić ją własnym mlekiem jak najdłużej, będę mogła obie te rzeczy połączyć.

Będzie wozić Pani córeczkę po Sejmie wózkiem czy pojawi się owinięta z Zosią w chustę?
Pewnie w chuście, ona już się nauczyła w niej zasypiać. Przed jej narodzinami uczyłam się, jak wiązać takie chusty, mój mąż również się do tego zapalił. Jest radnym w Gdańsku i już zapowiedział, że na sesję rady miasta się z córeczką wybierze. Mam nadzieję, że mała nie będzie protestowała.

Strasznie Pani rozsierdziła inne mamy. Na forach internetowych skrytykowały Pani pomysł.
Widziałam to i przyznam, że byłam tą reakcją trochę zaskoczona.

Co Panią zaskoczyło?
Obawiam się, że wkradło się tu trochę nieporozumień. Niektórzy zrozumieli, że ja się z dwutygodniowym maleństwem wybieram w podróż. To rzeczywiście jest za szybko, bo dziecko w tym okresie ma zbyt mało odporności. Ale już z kilkutygodniowym czy dwumiesięcznym dzieckiem podróżuje się przecież na całym świecie. Ja też byłam takim dzieckiem, które rodzice wszędzie ze sobą zabierali.

Krytyka innych mam dotyczyła tego, że zapowiedzią powrotu do pracy od razu po urodzeniu dziecka daje Pani zły przykład, ponieważ może to spowodować, że kobietom odbierze się urlop macierzyński.
Pewnie nie wszyscy o tym wiedzą, ale posłanki nie mają urlopu macierzyńskiego. Też byłam tym zaskoczona, choć nie mam o to szczególnych pretensji. Wyborcy oczekują, że będę ten swój mandat wykonywała przez pełną kadencję, więc nie chcę ich zawieść. Jeśli tylko nie będzie to ze szkodą dla mojej córki, to nie widzę przeszkód, aby łączyć macierzyństwo z wykonywaniem obowiązków posła.

Pani przykład – mówią też – może spowodować, że inni mężowie będą mówili swoim żonom: „Zobacz, posłanka Pomaska od razu wróciła do pracy, a ty jesteś leniwa”.
Nie zgadzam się z tym. Teraz moim dzieckiem nie zajmuje się nikt obcy, ale mój mąż. Chciałabym dać przykład innym mężom i ojcom w Polsce, że powinni dzielić się obowiązkami opieki nad dzieckiem. I choć podziwiam mojego męża za to, to z drugiej strony uważam, że powinno to być coś naturalnego, a ojcowie na równi powinni poczuwać się do tego, żeby się dzieckiem opiekować.

A może Pani chce pokazać, że jest kobietą, która sobie świetnie radzi, łącząc karierę polityczną z byciem matką?
Czuję się na siłach, żeby to robić. Całą ciążę pracowałam, nie byłam na zwolnieniu, tak samo jest teraz. Natomiast zdaję sobie sprawę, że w różnej kondycji fizycznej i psychicznej mogą znaleźć się kobiety, które są w ciąży czy urodziły dziecko. Mnie się poszczęściło, mam córeczkę, która mało płacze, dużo śpi, chętnie je, i mogę sobie pozwolić na pracę, choć mam świadomość, że nie wszyscy mają tyle szczęścia.

A kiedy Pani znów z premierem zagra w piłkę nożną?
Miałam przerwę nie tylko z powodu ciąży, ale też doznałam kontuzji. Mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się pojeździć na nartach i że wrócę niebawem do piłki.

Skąd wzięła Pani odwagę, żeby ochrzanić premiera Donalda Tuska, gdy powiedział, że choć ciąża to nie choroba, to jednak nie jest dobry moment, aby powierzać Pani funkcję sekretarza generalnego. Pani postawiła go pod ścianą.
Uznałam, że warto o tym porozmawiać, i cieszę się, że to zrobiłam i premier też nie miał do mnie pretensji. Akurat wbrew temu, co niektórzy mówią, myślę, że premier lubi, jak się ma odrębne zdanie od jego zdania, pod warunkiem że się umie je uzasadnić. Mnie się to udało, odbyliśmy dobrą rozmowę, po której zajmuję się w PO tym, czym chciałam się zajmować.

Ale jednak sekretarzem generalnym Pani nie została.
Zostały mi powierzone konkretne zadania i wykonywanie ich jako zastępca sekretarza to wystarczająco duże zobowiązanie.

Co Pani ma do zrobienia po Grzegorzu Schetynie jako wicesekretarz generalny PO?
Nie chcę mówić, że mam coś po kimś do zrobienia, będę odpowiedzialna za konkretne rzeczy: za stronę internetową, system komunikacji internetowej w PO, za sekretariat zagraniczny i biuro krajowe, i za to będę rozliczana.

To jak Pani ocenia Grzegorza Schetynę? Jest lepszym marszałkiem Sejmu niż sekretarzem?
To są zupełnie różne funkcje, ale myślę, że w obu rolach się sprawdził.

Ojojoj, ale Pani słodzi.
Nie mam go za co krytykować, ale teraz rola sekretarza się zmieniła, trudno więc porównywać.

Joanna Kluzik-Rostkowska i jej formacja PJN stawia na rodzinę. Dla Pani to możliwość współpracy z nimi czy konkurencja?
W słusznych sprawach zawsze warto współpracować. Z każdym, kto ma podobne do nas poglądy. Gdy wyszła sprawa pokoju dla dziecka w Sejmie, to i pani przewodnicząca PJN Joanna Kluzik-Rostkowska zapytana, co myśli na temat żłobka w Sejmie i pojawiania się tu posłów z dziećmi, poparła, mówiąc, że gdyby miała małe dziecko, również by się z nim w Sejmie pojawiła. Mamy więc podobne poglądy, nie widzę przeszkód, żeby nad konkretnymi rozwiązaniami, również poważniejszymi, związanymi z projektami ustaw, pracować razem. Jestem przekonana też, że PJN będzie wspierało rządową ustawę o żłobkach, która jest już po pierwszym czytaniu i prace nad nią przyśpieszą po Nowym Roku.

Urodzenie dziecka zmieniło Pani podejście do czasu – inaczej Pani go teraz organizuje?
Uczę się efektywniej pracować, mniej czasu przepuszczam przez palce. Myślałam i tak też mnie przekonywano, że kiedy urodzę dziecko, świat wywróci mi się do góry nogami i na nic innego nie będę miała czasu. Póki co, kiedy mała śpi, mogę się zająć pracą. Teraz jest też łatwiej, pracuję w domu, mam komputer, pocztę mejlową i telefon, a gdy potrzebuję wyjść, z dzieckiem zostaje mąż.

W domu podzieliła się Pani z mężem rolami: on kąpie, Pani usypia dziecko?
Nie kłócimy się o to (śmiech). Ja więcej czasu spędzam z Zosią, ale jak mąż wraca, to chętnie się nią zajmuje. On kąpie, ja mu pomagam, ale karmienie, kiedy jestem w domu, to już raczej moja domena. Chociaż i z tym, kiedy mąż zostaje sam, świetnie sobie radzi.

To różne role: polityka i rodzica. Która dla Pani jest fajniejsza, bardziej ekscytująca?
Teraz zdecydowanie fajniejsze jest bycie mamą.