Agnieszka Pomaska

Dziennik Bałtycki: Z dzieckiem na ręku w sali sejmowej
20 grudnia 2010 r., napisany przez

Nie widzę w tym nic zdrożnego ani egzotycznego, że pojawię się z Zosią w parlamencie – mówi posłanka Agnieszka Pomaska w rozmowie z Ryszardą Wojciechowską

Naprawdę chce Pani zabierać dziecko do Sejmu i, mając je przy piersi, pracować?
Na pewno będę musiała swoją córeczkę zabierać do Warszawy, ale czy na co dzień ma być ze mną w Sejmie? Nie. Bo przede wszystkim tam nie ma takiej możliwości, żeby łączyć pracę z opiekowaniem się dzieckiem. Chociaż nie wykluczam, że jeśli będę musiała zajrzeć do parlamentu na chwilę, a w tym czasie nie będzie opiekunki, to zabiorę Zosię ze sobą. Pewnie raz może się tak zdarzyć, że pojawię się z dzieckiem na sali sejmowej. I nie widzę w tym nic zdrożnego ani egzotycznego.

Wygląda więc na to, że to wiele hałasu o nic. Media już spekulowały, że Pani będzie pracować w Sejmie z dzieckiem przy piersi.
Widać oczekiwania są większe niż moje plany (śmieje się). Pewne jest tylko to, że będę z dzieckiem podróżować. Mieszkam przecież w Gdańsku, a parlament jest w Warszawie. Więc przez te dni, kiedy tam będę, dziecko chcę mieć przy sobie, co jest chyba zrozumiałe.

Ale nie szkoda maluszka, żeby bywało w takim miejscu, w którym jest tyle złych emocji, agresji, kłótni? Nie lepiej trzymać je całkowicie z daleka od Wiejskiej?
Jeśli ona nie będzie się w tym miejscu dobrze czuła, to zrezygnuję z zabierania jej do Sejmu. Ale nie demonizowałabym parlamentu. Wydaje mi się, że w różnych innych miejscach są także złe emocje, na przykład w urzędach. A rodzice z dziećmi tam chadzają, bo muszą. To pewnie też nie jest najlepsze miejsce dla malucha. Ale czasami nie ma wyjścia.

A może to nowa świecka tradycja – takie „pasowanie” już od małego na parla- mentarzystkę. Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Wiem jedno, Zosia sama będzie decydować o tym, kim chce kiedyś być i co chce robić. Ja, kiedy ona dorośnie, nie zamierzam jej namawiać do zostania politykiem ani tego doradzać czy też odradzać. To będzie jej wybór. Moi rodzice także w tej sprawie dali mi wolną rękę. Dbali tylko o to, żeby zaszczepić we mnie aktywny styl życia. Żebym się w życiu nie leniła. I o to samo zadbam w przypadku Zosi. Może jeszcze nie w tym roku, ale już w przyszłym, dostanie ode mnie narty, a nie regulamin Sejmu.

Mam wrażenie, że Pani się jednak troszkę wystraszyła, Wcześniej dość odważnie Pani zapowiadała, że dziecko w Sejmie nie jest niczym dziwnym.
Ale gdzie zapowiadałam? Nie, ja tylko na pytania dziennikarzy – czy wyobrażam sobie siebie z małą Zosią na sali sejmowej – odpowiadałam – tak, wyobrażam sobie. Ale już na pytanie – czy wyobrażam sobie, że będę z nią przebywać tam po kilka godzin dziennie, na posiedzeniach komisji – odpowiadam: – Nie bardzo to sobie wyobrażam. Znam granice. Ale niczego się nie wystraszyłam. I nie zmieniłam zdania. Ze zdziwieniem jednak czytam niektóre komentarze na ten temat. Opierają się one głównie na zdaniach, których nie… powiedziałam. Ale ja z tym nie walczę. Nie obrażam się. Te pytania pojawiły się zresztą w związku z tym, że pokazano jedną z eurodeputowanych przemawiających w Parlamencie Europejskim z dzieckiem na ręku. To mi się podobało, ale to nie znaczy, że ja chciałabym, aby dzieci biegały po budynku Europarlamentu czy naszego parlamentu.

Czyli dziecko blisko mamy, także w Sejmie, ale na chwilę.
Właśnie tak. Ze strony posłów słyszałam i takie opinie, że nie wyobrażają sobie, żeby dziecko siedziało po kilka godzin na posiedzeniach komisji. Ja też sobie nie wyobrażam. Bo wiem, jakie są dzieci. I że one za długo w jednym miejscu nie usiedzą.

No dobrze, a czy coś Panią w macierzyństwie zaskoczyło? To Pani pierwsze dziecko.
Może ja teraz panią zaskoczę, ale wcześniej mnie przestrzegano, że dziecko przewróci moje życie do góry nogami. Że kiedy je urodzę, to już na nic nie będę miała czasu. I że w pierwszych miesiącach nie będzie możliwe godzenie macierzyństwa z posłowaniem. Ja mam bowiem poczucie, nawet wiem, że można to łączyć. I pracować bez szkody dla dziecka. To może także zasługa mojej Zosi, która jest bardzo grzecznym dzieckiem. Nie lubi płakać i daje się wysypiać, a także popracować.

Myślałam, że Pani świat kręci się jednak tylko wokół pieluszek.
A ja się już wyrywam do pracy (śmieje się)? Można powiedzieć, że na razie pracuję na pół etatu. Kiedy jest w zasięgu ręki komputer, telefon, to można wiele załatwić. Teraz wybieram się do Sejmu ale jeszcze bez dziecka. Zosia ma dopiero dwa tygodnie. Na szczęście ma też tatę, z którym się równie dobrze jak z mamą czuje. Pieluszki zmieniam kiedy trzeba. I życie się kręci wokół małej Zosi, ale jak ona śpi, to ja się zajmuję sobą i pracą.

Źródło:
Dziennik Bałtycki