Agnieszka Pomaska

Gdańskie kioski na cenzurowanym- relacja z posiedzenia Komisji Turystyki i Promocji Miasta
27 marca 2008 r., napisany przez

Członkowie Gdańskiego Stowarzyszenia Kioskarzy spotkali się z radnymi i przedstawicielami władz miasta, by podyskutować na temat planów ujednolicenia kiosków w mieście, dalszej dzierżawy i ewentualnej współpracy kioskarzy z magistratem.
Właściciele tych kiosków chcą je zmodernizować, a nie wyrzucać na złom.Władze miasta chcą nakazać wymianę kiosków na inne, które według gdańskich kioskarzy są brzydsze, droższe i mniej funkcjonalne. Kioskarze protestują, bo te, w których do tej pory pracowali, dopiero co się zamortyzowały i zaczęły na siebie zarabiać.

– Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom miasta, by kioski były estetyczne, jesteśmy gotowi je wyremontować – mówi Elżbieta Machlik, wiceprezes Stowarzyszenia. – Ale nie możemy tego zrobić, bo w każdej chwili może się okazać, że nasze kioski będą musiały być wymienione. Żyjemy w niepewności.

Władze miasta zwróciły się do producentów kiosków, by ci przysłali swoje projekty. Wtedy będzie można zdecydować, jaki rodzaj kiosków będzie obowiązywał w Gdańsku.

– Dlaczego urzędnicy chcą wymienić kioski, których projekt przecież wcześniej poparli – dziwi się Ryszard Kortas, sekretarz Stowarzyszenia. – Dziewięćdziesiąt procent kiosków w mieście wygląda tak jak nasze. Jak jest sens je wymieniać i wyrzucać na złom?

Nie rozumie tego także Agnieszka Pomaska, szefowa komisji turystyki i promocji miasta, która sądzi, że miasto ma wiele innych ważniejszych problemów niż ten.

– Dlaczego nikt się nie zainteresuje na przykład brudnymi przystankami komunikacji miejskiej – pyta radna. – A poza tym te nowe kioski, które miasto pozwoliło postawić Ruchowi wcale nie są bardziej estetyczne.

Andrzej Duch, dyrektor Wydziału Urbanistyki, Architektury i Ochrony Zabytków w Urzędzie Miejskim, podkreśla, że prawdziwy problem leży zupełnie gdzie indziej.

– Dziesięcioletni okres dzierżawy większości kiosków już się skończył lub niebawem się skończy. Teraz prezydent zdecydował, że bezprzetargowo można dzierżawić tylko przez pięć lat- tłumaczy Duch. – Miasto nie może przedłużyć dzierżawy bez przetargu na kolejne 10 lat, a tego kioskarze od nas oczekują. Musimy dać wszystkim równe szanse, a to daje tylko przetarg.

– Miasto może stracić na tych przetargach, bo ktoś kto nie wie, jak się prowadzi kiosk wywinduje cenę dzierżawy, wygra przetarg, a potem splajtuje – mówi Elżbieta Machlik. – Spowoduje to konieczność organizowania nowego przetargu i przestój w sprzedaży prasy i biletów.

Kioskarze boją się też, że przetargi wygra RUCH, który już stawia nowe budki. Prezydent i jego urzędnicy nie mają jeszcze gotowej koncepcji działania czy ostatecznego wyglądu kiosków. Wśród pomysłów pojawił się nawet plan, by to miasto kupiło kioski, które potem wydzierżawiłoby ich użytkownikom.

– Dla nas byłby to prezent – przyznają kioskarze. – Ale nie sądzimy, że miasto się na to zdecyduje.
I chyba mają rację, bo radna Agnieszka Pomaska usłyszawszy ten pomysł aż zamarła.

– To absurd, żeby miasto miało kupować kioski – mówiła. – Nigdy nie poprę takiej propozycji w budżecie – zapewniała.

Jedną sprawą, w której kioskarze i urzędnicy się zgadzają jest to, by na jednej ścianie kiosków umieścić plan miasta, a w środku można by znaleźć materiały informacji turystycznej.

Kioskarze spotkali się z urzędnikami. Nadal nie wiadomo, jak będą wyglądać kioski.

15 tysięcy zł – To cena nowego kiosku według gdańskich urzędników. Kioskarze lepiej znający realia tego rynku szacują tę cenę na 50 tysięcy złotych.

Źródło: Katarzyna Szcześniak – POLSKA Dziennik Bałtycki