Agnieszka Pomaska

Kilka miłości młodej posłanki Platformy
4 października 2010 r., napisany przez

Agnieszka Pomaska jest na Wiejskiej debiutantką. W wyborach sprzed trzech lat zdobyła prawie 10 tys. głosów i prawie została posłanką. Zanim jednak wypłynęła na polityczne wody, pływała na falach. Uprawiała wyczynowo windsurfing. Ale miłości ma kilka. – Mąż, Hiszpania, rodzice, Gdańsk i żeglarstwo – mówi. Przed rokiem zastąpiła Jarosława Wałęsę, który została posłem do Parlamentu Europejskiego. Łączy politykę ze sportem, choć ciąża nie pozwala teraz na szaleństwa. – Za dwa miesiące będę mieć małe dziecko – zdradza ciesząc się.

Pomaska urodziła się 8 stycznia, nieważne, którego roku. I już w wieku kilku lat stała się nosicielką wirusa żeglarstwa. – Tata zaraził mnie żeglarstwem – mówi. Pierwsze kontakty ze sportem? Basen i narty, bo jak podkreśla, wielu windsurferów uprawia też sporty zimowe na dwóch bądź jednej desce. W wieku siedmiu lat zaczęła stawiać pierwsze kroki w sporcie. A że ojciec był żeglarzem-amatorem, córka nie mogła nie pływać . Od dziecka zaczęła trenować w Yacht Klubie Polskim Gdynia, a potem także w Sopocie. Z efektami.

– Za największy sukces uznaję wywalczenie tytułu mistrzyni Polski w żeglarskiej klasie Optimist w 1994 roku – mówi posłanka Platformy Obywatelskiej. Najbardziej jednak w pamięć zapadły zawody z 1998 roku, kiedy pływała już w olimpijskiej klasie Mistral. Została wtedy drugą wicemistrzynią świata juniorek. – Każdego dnia zawodów zmieniały się wyniki, rzutem na taśmę zdobyłam medal. Brąz. A przy okazji nabawiłam się kontuzji – wspomina.

Można zadać z pozoru głupie, ale najprostsze pytanie: po co? Co daje żeglarstwo? – Niezależność i swobodę. To sport, który daje satysfakcję nie tylko podczas ścigania, ale także pływania rekreacyjnego. Ważne jest uczucie prędkości, gdy wije wiatr. To daje dużo frajdy, choć pływanie na desce może też być sportem ekstremalnym – opisuje posłanka PO.

Cały artykuł na stronie www.onet.pl