Agnieszka Pomaska

Mieszkańcy nie dają żyć kawiarni
22 maja 2007 r., napisany przez

Ulica Długa nocąDwa lata temu brytyjski dziennik The Guardian w ciekawym i ogólnie pozytywnym artykule o Gdańsku ostrzegł, że na wieczorne eskapady lepiej udać się do Sopotu, bo w Gdańsku życie po zmroku zamiera. Niestety od tamtej pory nie wiele się zmieniło. Co prawda w obrębie Głównego Miasta powstają nowe sympatyczne knajpy, ale jakoś ciągle ryzykowne wydaje się nam udanie w tę część Trójmiasta w weekendowy wieczór.

Ryzyko nie bierze się jednak z braku poczucia bezpieczeństwa, ale z obawy przed kolejnym wrażliwym sąsiadem tej czy innej knajpy, który jednym telefonem sprowadzi do sąsiedniego stolika policyjny patrol. Będzie może i bezpiecznie, ale jakoś tak mało klimatycznie… Oczywiście każdy ma prawo do odpoczynku we własnym domu, ale każdy ma też możliwość świadomego wyboru miejsca zamieszkania. Jeśli komuś przeszkadza szum fal, to nigdy nie kupi domu nad morzem. Leśniczówka z kolei nie będzie wymarzony miejscem dla lubiących miejski zgiełk.

Dlatego zupełnie nie zrozumiały jest dla mnie protest osób, którym przeszkadza w Gdańsku hałas na Głównym Mieście. Oczywiste jest, że w obrębie pięknej, zabytkowej części miasta w sposób naturalny toczyć się będzie jego życie towarzyskie. I to zarówno dzienne jak i nocne. Każdy, kto zdecydował się na zakup mieszkania w tej lokalizacji musi się z tym liczyć. Jedyną alternatywą jest zamiana lokum na inne w spokojniejszej części Grodu nad Motławą.

Jestem przekonana, że w to miejsce trafią inni, którzy docenią sąsiedztwo gwarnych uliczek i bliskość miłych, mimo że hałaśliwych, pubów czy dyskotek.

Ps. tekst jest odpowiedzią na artykuł z Gazety Wyborczej Trójmiasto z 7 maja 2007 pt. Kawiarnia nie daje nam żyć.