Agnieszka Pomaska

Gdańskie bilety na dywaniku
13 listopada 2007 r., napisany przez

 Będzie bilet na jeden przejazd i kolejne obniżki cen biletów miesięcznych – zapowiedział wiceprezydent Maciej Lisicki podczas wtorkowej dyskusji w redakcji “Gazety”

Gdy ujawniliśmy plany władz Gdańska dotyczące zmian cen biletów komunikacji miejskiej, na internetowym forum gazeta.pl rozgorzała dyskusja. Z jednej strony od 14 stycznia mają stanieć wszystkie bilety miesięczne (np. bilet sieciowy będzie tańszy o 22 zł). Z drugiej jednak strony przygotowano podwyżkę biletu najtańszego – tzw. dziesięciominutówki za 1,40 zł. Od stycznia kosztować ma 2 zł. Internauci uznali podwyżkę tego biletu za prawdziwy skandal. Doszło nawet do sytuacji, w której wiceprezydent Maciej Lisicki bronił swojego planu na internetowych forach. Postanowiliśmy zorganizować debatę w “Gazecie” podczas której obie strony mogły poznać swoje racje.

Zaczął prezydent Lisicki. – Spójrzmy na fakty. Gdańskie ceny biletów porównywane są z innymi miastami w sposób nieobiektywny. Weźmy przykład osoby, w którą uderzą proponowane przez nas zmiany cen, a więc takiej, która udaje się w krótką, najwyżej dziesięciominutową podróż. Dziś zapłaci w Gdańsku 1,40 zł, w Gdyni 2 zł, w Warszawie 2,40. W Poznaniu na razie jest to tylko 1,30. Jak będzie w styczniu? Gorzej, ale nadal nieźle na tle innych. Wiemy np., że Poznań szykuje drastyczną podwyżkę wszystkich rodzajów biletów, to samo czeka mieszkańców stolicy. Podniesienie ceny 10-minutówki jest potrzebne m.in. po to, by zbilansować obniżkę biletów okresowych. Choć powtarzam – bilet za 2 zł nie jest wcale drogi w skali kraju. A jego użytkownikom będzie się teraz bardziej opłacał zakup sieciówek.

– To tylko teoria panie prezydencie – mówił Marcin Drewka, czytelnik “Gazety”. – W praktyce bilet 10-minutowy był przydatny podczas przesiadek, gdy pasażer chciał uniknąć problemów z kontrolerami Renomy. Wtedy zamiast jednego biletu na pół godziny bezpieczniej jest kupić dwa na 10 minut. Teraz będzie to kosztowało aż 4 zł.

– To nieprawda. Jeśli z powodu korków autobus się spóźnia, to liczy się czas przejazdu zapisany w rozkładzie – mówił Włodzimierz Popiołek, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Gdańsku. – Wiem, że dostał pan od ZTM pismo o zupełnie odmiennej treści, ale to był nasz błąd, co już zresztą sobie wyjaśniliśmy.

– Czas z rozkładu działa, jeśli się nie przesiadam. Jeśli jadę najpierw autobusem, który stoi w korku, a później tramwajem, to żaden kontroler nie weźmie pod uwagę opóźnienia pierwszego pojazdu – odpowiadał Drewka. – Zaakceptował bym proponowane zmiany, gdyby bilety okresowe miały być jeszcze tańsze.

– Problemem nie jest sama podwyżka – komentował Michał Stąporek z portalu trójmiasto.pl. – Problemem jest gdańska taryfa, która zachęca do kombinowania. Należy wprowadzić bilety jednoprzejazdowe.

– Zgadzam się, niezbędne jest też rozszerzenie oferty o bilety trzydniowe i tygodniowe. Wtedy zmiany miałyby ręce i nogi – mówiła gdańska radna Agnieszka Pomaska.

Obecnych rozwiązań bronił ich autor, wicedyrektor wydziału gospodarki komunalnej magistratu, Antoni Szczyt. – Z naszych badań wynika, że taryfa czasowa spełnia wymagania gdańszczan. Oczywiście zmiany muszą być wprowadzone, ale w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Likwidacja biletów czasowych nie wchodzi jednak w grę, bo sieć komunikacyjna w Gdańsku zakłada przesiadanie się pasażerów.

– Przyznaję, że w Gdańsku musi pojawić się bilet jednoprzejazdowy – podsumował Lisicki. – Nie ma jednak możliwości by zrobić to już w styczniu. Będziemy także dążyć do dalszych obniżek cen biletów okresowych. Powtarzam – w Europie komunikacja jest najpopularniejsza tam, gdzie bilety jednorazowe są stosunkowo drogie, a okresowe tanie. Chcemy, by tak było w Gdańsku i w całym Trójmieście, gdy za półtora roku dojdzie do całkowitej integracji komunikacji w kilkunastu gminach aglomeracji.

Źródło:
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Michał Tusk